Wiadomości » Główne

Wspólnota Browarnicza

Ten oto dziwny, nieco przypominający Wspólnotę Mieszkaniową, termin stanął mi przed oczami, kiedy po raz pierwszy przeczytałem artykuł Honzy Kočki w czeskim serwisie homebrewing.cz...

Ponieważ pomysł wydaje mi się bardzo trafny - nie pozostaje mi nic innego jak obszernie streścić zawartość artykułu, tym bardziej, że wiele może on wnieść także na nasze rodzime, polskie podwórko...

Czy chcielibyście mieć własny, chociażby półprofesjonalny browar, brakuje Wam jednak funduszy? Rozwiązanie może okazać się dużo prostsze niż komukolwiek wydawałoby się na pierwszy rzut oka.
Chyba większość z nas, marzy o swoim własnym browarze. Albo nawet "browarku". Takim małym, który da się upchnąć w garażu lub pralni, gdzie da się uwarzyć hekto albo ze dwa (...)
Co jednak w przypadku kiedy ktoś chciałby mieć browarek, który prócz pysznego piwa przyniesie parę groszy? Tutaj już wszystko wydaje się bardziej skomplikowane, zwłaszcza że pojawia się kilka różnego rodzaju problemów, które wspólnymi siłami czynią takie przedsięwzięcie trudnym (z mojego punktu widzenia nie trzeba od razu zakładać gescheftu - starczy sprawnie funkcjonujący browar społeczny, niekonieczne jego produkty muszą trafiać do obrotu - przyp. red.).
Wszelkie "komplikacje" można podzielić na trzy rodzaje: techniczne, prawne i finansowe. Dodatkowo, każdy z "udziałowców" zapewne będzie mieć inną wizję warzenia swojego piwa. Tak więc dochodzą problemy z aprowizacją surowców...
Jak się już łatwo domyślić po wstępie, autorowi chodzi o przedsięwzięcie, które w naszym kraju za czasów monarchii często okreslano jako Viribus Unitis, czyli wspólnymi siłami. Dobrym przykładem będą tutaj právovarečné domy, czyli domy mające prawo warzenia i wyszynku. ale nie do końca... Najlepszym przykładem, opisanym zresztą w czeskim Świecie Piwa przez Tomáša Macha, jest społeczność koło Zoigl. Czegoś takiego w naszym kraju nie uświadczymy, u naszych południowych sąsiadów od dwóch wieków także zresztą nie... Do rzeczy jednak...
Autor artykułu proponuje powrót do komunalnego lub "komunitnego" (nieprzetłumaczalna gra słów; chodzi tutaj po prostu o społeczność, por. ang. community, - przyp. red.) warzenia piwa. Używanie sprzętu i urządzeń, które dla jednej rodziny byłyby zbyt drogie może okazać się dobrym rozwiązaniem dla kilku rodzin, bądź małej lokalnej społeczności obywateli miasteczka bądź dzielnicy. I to jest właśnie clou Wspólnoty Browarniczej.
Autor określenia Komunitní Pivovar (tłumaczonego tutaj jako Wspólnota Browarnicza - przyp. red.) używa z premedytacją, wychodząc przy tym z wikipedystycznej definicji, która określa Wspólnotę/Zrzeszenie jako zbiór organizmów żywych, dzielących określoną przestrzeń życiową. Tymi organizmami mogą być rośliny, zwierzęta lub ludzie - jakiegokolwiek rodzaju czy wielkości. Społeczność tą charakteryzują przy tym wzajemne interakcje we wspólnej przestrzeni życiowej, wynikające także ze wspólnych potrzeb lub zainteresowań (w przypadku ludzi). Społeczności te formują się z reguły w jednym konkretnym miejscu (społeczność ludzka może się przejawiać jako grupa obywateli lub spółka). Celowo przetłumaczyliśmy tutaj czeską definicję, gdyż polskojęzyczna, która teoretycznie powinna być jej pokrewna, znacznie odbiega od potrzeb artykułu, sięgając niepotrzebnie do koncepcji Ferdinanda Tönniesa i przeciwstawiając Zrzeszenie lub Stowarzyszenie - Wspólnocie.
Jakie to będzie miało przełożenie na nasze amatorskie browarnictwo społeczne? Wróćmy do komunalnego browaru Zoigl - myśl jest bowiem podobna. Grupa ludzi, która zobowiąże się jakąś umową (także ustną - przyp. red.) złoży się na wspólny minibrowar, oraz adekwatnie do stopnia wykorzystywania całości osprzętu będzie go utrzymywać. W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej (co mnie osobiście wydaje się wysoce dyskusyjne - przyp. red.) może dodatkowo występować pod wspólną marką, oraz prowadzić wspólną księgowość, jakkolwiek każdy ze "wspólników" warzy swoje własne piwo - według własnej receptury i własnego pomysłu. Oczywiście dopracować trzeba każdy szczegół takiej współpracy - począwszy od zakupu surowców skończywszy na dbaniu o wspólną własność (analogicznie do zasady "pozostaw miejsce pracy w stanie takim - jaki chciałbyś zastać" - przyp. red.). Dlatego też pomysłodawca, kilkakrotnie akcentuje wspominaną społeczność jako "grupę ludzi, która zobowiąże się do współpracy konkretną umową". Wszystko zależne jest oczywiście od konkretnej sytuacji.
Jak miałoby to funkcjonować w realnym świecie? Zdaniem Honzy, grupa powinna liczyć od 4 do 8 "udziałowców", przy czym każdy "udziałowiec" może reprezentować siebie, daną rodzinę lub mała grupkę kolegów. Każdy z udziałowców powinien wnieść adekwatną część, szacowaną przez autora pomysłu na 50-70 tysięcy koron (od niecałych siedmiu do prawie dziesięciu tysięcy złotych, co jest o tyle ciekawe, że oznacza to w praktyce rząd od trzydziestu do, góra, siedemdziesięciu tysięcy złotych, dając kwotę znacznie mniejszą niż ta, o której rozmawiałem z Andrzejem Gałasiewiczem, na temat minibrowaru restauracyjnego. Inna sprawa, że rozmach opisywanego przez Honzę przedsięwzięcia także jest, bez cienia wątpliwości, nieporównywalny... - przyp. red.).
Zdaniem autora, takie przedsięwzięcie pozwoli na warzenie warek sięgających 2-3 hektolitrów. Pozostają tylko drobiazgi takie jak zakupy surowców, które można kupować hurtem w dużych ilościach, następnie zaś rozliczać ze stanu magazynowego na podstawie faktycznego zużycia. Oprócz tego trzeba by jeszcze dokonywać opłat składkowych na koszty stałe przedsięwzięcia - energia elektryczna, wynajem pomieszczeń i inne koszty, nazwijmy je "administracyjne", byłyby zapewne płacone niejako "abonamentowo", niezależnie od wykorzystania browaru przez jego wspólników.
Ponieważ wszystkich zapewne ogarnąłby "twórczy zapał warzenia" należałoby wprowadzić długofalowy plan produkcji zapewniający wszystkim wspólnikom jednakowy dostęp do urządzeń. To wszakże da się w prosty sposób obliczyć i zaplanować.
W skrajnym przypadku piwo można by nawet sprzedawać, po spełnieniu kilku warunków, trzeba by tutaj jednak jasno powiedzieć, że wymagałoby to nawiązania współpracy z kimś, kto płaci akcyzę i byłby w stanie wziąć takie przedsięwzięcie pod swoje skrzydła. Biorąc pod uwagę warunki panujące w naszym kraju, oraz kłody jakie wszelkiej maści wszechwładne urzędy rzucają ludziom pod nogi - nie wydaje nam się to rozwiązaniem najszczęśliwszym do zaimplementowania na polskim gruncie. Lepiej złożyć się na funkcjonowanie w/w browaru większą ilością wspólników, zaś duże warki solidarnie wymieniać we własnym gronie - butelka za butelkę. Ewentualnie - rozdawać znajomym. Od działalności gospodarczej w ten sposób - broń nas Panie Boże...

Jakkolwiek cały pomysł na pierwszy rzut oka może przedstawiać się zgoła egzotycznie - może warto pomyśleć o tego rodzaju przedsięwzięciu? Byłby to zapewne krok naprzód w porównaniu z domowym browarnictwem jedno-dwu-osobowym bazującym na 30-40-litrowych garnkach oraz ograniczonym do warek maksymalnie na 50-60 butelek...

źródło: homebrewing.cz
Artykuł autorstwa Honzy Kočki przetłumaczył i komentarzem opatrzył: Piotr Wójcik

Komentarze

Miranda Lotto :)
37 Wyślij
15.10.2007 00:38

to dosc oczywiste ze w braku funduszow trzeba sie zreszyc :) artykul sensowny choc przy wyjasnianiu tych zrzeszen zalecialo mi falansterami Furiera :P aczkolwiek fajnie byloby uwarzyc cos w wiekszych ilosciach wspolnie :)

15.10.2007 13:15

a jak to sie ma do ustawy o akcyzie? nie ma przypadkiem ograniczen w produkcji prywatnej - a raczej nie tyle w produkcji co w posiadaniu?

15.10.2007 14:36

Kiedyś była mowa o bodajże 200 litrach rocznie. Obecnie Ustawa z dnia 23 stycznia 2004 r. o podatku akcyzowym (Dz. U. z dnia 26 lutego 2004 r.) w Rozdziale 6 mówi:

"Zwolnienia
Art. 23. 1. Zwalnia się od akcyzy eksport wyrobów akcyzowych.
2. Zwalnia się od akcyzy piwo, wino i napoje fermentowane, o których mowa w art. 68-70, wytworzone domowym sposobem przez osoby fizyczne na własny użytek i nieprzeznaczone do sprzedaży."

Ja tutaj nie widzę, żadnych ograniczeń ilościowych. Póki więc piwo z takiego "browaru" nie byłoby przeznaczone do sprzedaży - IMHO nie ma problemu.

16.10.2007 00:18

Pomysl jest na tyle ciekawy, ze w ten sposob do warzenia piwa mozna wciagac ludzi, ktorzy sami by sie za to na pewno nie zabrali - chocby ze wzgledu na to, ze nie wierza we wlasne sily a z kims kto im pomoze na pewno by chetnie warzyli. Nawet w roli asystenta. Gorzej z miejscem, bo taka zabawa wymaga chyba placu wiekszego niz kuchnia przecietnego mieszkania.

wyraźnie zmienny
17 Wyślij
16.10.2007 20:15

Ja problem widzę w tym, że mamy zupełnie odmienne uregulowania dotyczące tej branży. To że w Czechach powstaje więcej małych browarów zlokalizowanych często na kompletnym zadupiu wynika z tego, że są konsumenci tych piw i da się to zrobić na mniejszą skalę niż u nas. Nie sądzę, by taka "spółdzielnia" vel wspólnota miała możliwość powstania w Polsce, ale jak ktoś będzie miał wystarczająco samozaparcia to pomyślę nawet o współudziale.

16.10.2007 21:15

Poniekąd masz rację. Dlategoteż w moim komentarzu wspomniałem o tym, że "komercyjność" takiego przedsięwzięcia jest raczej w naszym kraju skazana na porażkę (chyba, że będzie to połączone z knajpą - knajpami). Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie aby była to inicjatywa społeczna, nazwijmy ją "obywatelska", zaś "płody" owej działalności byłyby konsumowane przez samą "Drużynę Pierścienia" ;)

17.10.2007 00:34

e-prezes chyba piszac uwarunkowania mial na mysli po prostu zwyczaje i sytuacja w kraju. Na pewno nie bylo by problemu zeby ruszyc z takim pomyslem jako biznes - ale zbankrutowalbys po miesiacu. Ja dalej twierdze, ze to ma racje bytu jako hobby, zwlaszcza grupki przyjaciol w przypadku kiedy nie wszyscy sami maja odwage warzyc. Pozdrawiam Cie, raven :D

wyraźnie zmienny
17 Wyślij
17.10.2007 09:03

mam na myśli upierdliwość służb sanitarnyuch i skarbowych.

17.10.2007 12:52

ale co maja sluzby sanitarne i skarbowka do tego co ludzie zrobia na swoj prywatny i wlasny uzytek? Skoro nie ma limitu w podatkach na wlasne piwo to mozna sobie wspolnie z rodzina i znajomymi nawet hektolitra uwarzyc i sie podzielic. Dopoki sie tego nie sprzedaje - tak mysle.

wyraźnie zmienny
17 Wyślij
17.10.2007 20:00

acha, w tym sensie! myślałem, że to ma być przedsięwzięcie legalne.
tutaj istotnie nie widzę problemu, choć jak znam z autopsji im więcej osób tym gorzej, bo tym trudniej ustalić jeden konkret. uważam jednak, że to nie przejdzie, bo jak każdemu z wspólnotowiczów przyjdzie zapłacić za coś co jest warte niemało to zaczną się tragi, boje i niesnaski. obym się jednak mylił....
tak btw, to po co kupować drogi sprzęt jak można na własne potrzeby robić świetne piwo bez tego?

17.10.2007 20:05

1. A czy przedsięwzięcie moje i 4 kolegów nie będzie legalne?
2. Ten sprzęt nie jest drogi tak jak instalacja do minibrowaru.
3. "Bez tego" też uwarzę sobie 2-3 hekto? ;)

17.10.2007 21:02

@preses Nie bedzie niesnasek jesli zrobi to stara wyprobowana paczka przyjaciol i od samego pcozatku jasno podzielone byly by role oraz prawa i obowiazki. Chyba, ze az tak zle zdanie masz o nas jako Polakach.

wyraźnie zmienny
17 Wyślij
18.10.2007 09:50

Często koordynuje wspólne zakupy i wiem jaki potem jest problem odzyskać założone pieniądze, bo komuś się zmieniły priorytety, albo już tego nie potrzebuje. Tudzież forsuje jakiś pomysł i jest znikoma liczba osób chętnych. W tym wypadku nie chodzi o 200 czy 500 zł a o sumy większe. A jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę.
@slobo: legalne pod tym względem, że mogę legalnie wprowadzać do obrotu. btw, a na co ci 2-3 hekto? jeśli ich nie wprowadzasz do obrotu??
Aby zobrazować co mam na myśi,i wyliczcie sobie koszty takiej instalacji, jej składowania i użytkowania + zakup surowców oraz podzielcie przez liczbę chętnych w to wejść. Musiałaby to być tak duża grupa, by na jednego wychodził koszt na poziomie naszej obecnej "produkcji" w plastykowych fermentorach. Przy mniejszej grupie jak długo będziecie rozdawać (bo sprzedać wam nie wolno) piwo? Przy rozwiązaniu nieakcyzowym w moim odczuciu koszty zabiją sens tego przedsięwzięcia.

18.10.2007 13:11

Wszystko zależy od kosztów i tego jaką i w jaki sposób aparaturę się zmontuje. Dodatkowo dochodzi czynnik "gdzie". Wiadomo przecież, że mając "osprzętowienie" do uwarzenia 1 hekto nie wydamy na cała instalację tyle ile na, powiedzmy, mały browar restauracyjny. Jeśli koszty będą porównywalne z "plastikowym fermentorem" to IMHO taka zabawa ma sens.
1 hektolitr to raptem 200 piw półlitrowych. Zakładając, czysto teoretycznie, że "bawimy się" w pięciu - oznacza to, że średnio 200 półlitrowych piw rozdysponować mogę w sposób następujący:

  • 70 piw zostawiam sobie
  • 80 piw wymieniam z pozostałymi kolegami i koleżankami "ze spółki"
  • 20 piw wymieniam z innymi piwowarami domowymi
  • 30 rozdaję po rodzinie i znajomych, czasami wymieniając np. na jakieś piwa przemysłowe lub lokalne. Poza tym trzeba doliczyć częstowanie gości itp itd.

Suma sumarum wychodzi mi, że warząc około 6 warek w roku uzyskuję w ten sposób dla siebie jakieś 980-990 piw półlitrowych. To wprawdzie o połowę więcej niż wynosi moje roczne spożycie ale...

  • po pierwsze mam żonę - a ona też lubi piwo
  • biorąc pod uwagę, że mógłbym warzyć z "pomocnikiem" czyli kimś kto lubi domowe piwko ale samemu warzyć mu się nie chce lub nie ma specjalnie odwagi - "uzysk" z warki spada o mniej więcej połowę. A 500 piw na mnie i rodzinę to już prostsza do spożytkowania ilość.
  • niektórzy być może będą chcieli warzyć wszystkie warki wspólnie w ten sposób (na pewno znalazłby się takie klastry zapaleńców). Tutaj zwiększa się tylko różnorodność a ilość "uzyskanego" piwa przypomina żywo to co mam z mojego "plastykowego" fermentora, Z tą różnicą że prościej byłoby zrobić hekto w pięciu niż samemu morduje się człowiek z 25 litrami.

Poza tym nie zapominaj że wciąż jesteśmy na etapie akademickich rozważań. Ja ani nie mam w tej chwili miejsca, ani możliwości ani nawet z kim powołać sobie takiej "silnej grupy pod wezwaniem". Co nie znaczy, że nie możemy sobie poteoretyzować :)

wyraźnie zmienny
17 Wyślij
18.10.2007 15:07

Skoro spożycie nie nastręcza ci trudności to powiedz:
- jak wyobrażasz sobie zainstalowanie tego sprzętu (gdzie? kto opłaca czynsz za lokal, za media, etc?) i składowanie gotowych produktów nim wszyscy współudziałowcy go odbiorą?
- nawet jeśli ktoś po znajomości złoży ci taki sprzęt za niechby 25000 PLN ilu musiałby być udziałowców, by koszt wyszedł na poziomie obecnego "plastikowego browarnictwa"? 50? 100? niechbyś nawet tylu znalazł, wyciągnij od nich wszystkich zadatek choćby na zakup tej instalacji, by nie nadszarpnąć swoich funduszy. OK, można na kredyt - na kogo?

Z tego co pamiętam instalacja o wybiciu 200 l pewnego browarnika domowego kosztowała jakieś 10000 PLN licząc po znajomości. Jeśli sprzęt tej klasy można zrobić za te pieniądze to jak sądzę jest warta przynajmniej 15000, ale nikt za tyle ci nie zrobi - no chyba, że masz takich znajomych ;)

Slobo, nie zapominam, że dyskusja jest akademicka, ale ja to już kiedyś przeliczyłem i wiem, że to się nie opłaca, chyba, że ma się zapas gotówki na takie drogie hobby. Większość z nas ma tyle ile właśnie przeznacza i to jest mniej niż wystarczy na taką zabawę półprofesjonalnie.
Jestem skłonny twierdzić, że metoda z jakiej korzystał BSK jest tańsza a na pewno bezpieczniejsza.

18.10.2007 19:10

Ależ z największą przyjemnością Ci odpowiem :)

- (niestety w pierwszej kolejności pytaniem na pytanie, za co przepraszam bo wiem, że to nieuprzejme :)) A czy różnica między instalacją do uwarzenia 30 litrów piwa a instalacją na 100 litrów jest aż taka miażdżąca?
- myślę, że takie przedsięwzięcie ma sens tylko jeśli jeden z "udziałowców" posiada po prostu kawałek "lokalu" (odpowiednio uzbrojona piwnica, inne pomieszczenie), który można Viribus Unitis przystosować.
- póki co trzymam się wytycznych podanych przez Honzę: te faktycznie pokrywają się z Twoim kosztem mówiącym o składce po jakieś 4.000 PLN (uwzględniając, że trzeba jeszcze będzie dać komuś zarobić a "udziałowców" będzie w sumie pięciu.
- a teraz jeszcze to wszystko podzielmy, może nie przez dwa ale na pewno przez inny sensowny koeficjent. Wszak mówiłem o 100 litrach a nie 200 litrach.

Wierzę, że to wszystko kiedyś przeliczyłeś - ja tego jeszcze nie przeliczałem na serio - stąd moje rozważania. Jeśli uważasz, że powinieneś mi to wybić z głowy i udowodnić bezsensowność lub małą sensowność takiego przedsięwzięcia - to zapraszam :)

P.S. Odnośnie metody jaką stosował BSK
i) po co mamy bulić akcyzę skoro nie musimy?
ii) żaden browar nie wyprodukuje nam "jednego hekto". "dwóch hekto" też raczej nie. Najmniejsza "kontraktówka" o jakiej słyszałem to było 5 hekto, ale to było w Czechach i nie sądze aby u nas coś takiego wyszło.
iii) to jednak nie ta przyjemność co samemu, na własnym sprzęcie, z własnych surowców etc...

wyraźnie zmienny
17 Wyślij
18.10.2007 22:04

- wspominałeś o 2-3 hekto stąd taką kalkulację przyjąłem;
- jeśli dotychczas korzystałeś z 20-30 litrowych warek "na plastiku" a teraz chcesz robić warki 200-300, a niechby nawet 100, ale na "nierdzewce" to ja widzę dużą różnicę kosztową;
- przy instalacji 2 hl jest potrzebne ok. 80 m kw. powierzchni użytkowej, wykorzystwywana moc szczytowa 28 kW, zestaw napięciowy C 380/220 V, 60 Hz oraz zużycie wody: ok. 12 hl na raz - mam nadzieję, że uwzględniłeś to w kalkulacjach;
- nie jest moim zamierem cię odwieźć od tego pomysłu, a jedynie uzmysłowić kosztowność takiej produkcji. opłaca się po prostu zwiększyć wydajność obecnych rozwiązań, jeśli chcesz mieć te 100 litrów piwa a nie szukać cudów na kiju;
- o BSK możemy sobie pogadać na privie, bo to nie miejsce na ten temat, z całym szacunkiem.

18.10.2007 22:17

i) 2 lub 3 hekto to szacunki Honzy. Na Czechy i z uwzględnieniem przyczepienia się pod kogoś z działalnością i akcyzą. Ja, przynajmniej w zastosowaniu o jakim tu mówimy, nie widzę sensu warzenia aż takich ilości, stąd "spłyciłem" temat do 1 hekto. 2-3 hekto zahacza już o restauracyjkę a la Szynk. A to a priori, także ze względu na polskie warunki - wykluczyliśmy. Może nie dożywotnio - ale póki co wykluczyliśmy...

ii) owszem - "wiszę na plastiku" jak chyba każdy z nas. Lub prawie każdy. Być może sam po tej dyskusji plus głębszej analizie uzmysłowię sobie "dużą różnicę kosztową". W końcu po to, między innymi, z Tobą zawzięcie wymieniam poglądy i spostrzeżenia :)

iii) przy 1 hl też trzeba 80 m2 oraz 28 kW? Do tego 12m3? Zakładam że mogę obniżyć te dane. I zakładam że mogę to zrobić nie proporcjonalnie ale wykładniczo?

iv) hobby kosztuje - byle w granicach rozsądku. Jeśli okaże się, że np. koszty dodatkowe pożrą całkowicie mniejsze oszczędności pokroju zamawiania dużych ilości słodu czy czegoś innego - wiadomo, że sprawa utknie na dobre w akademickich rozważaniach...

v) BSK sam przywołałeś. Nie jest to zresztą temat samego BSK - można tu dowolną inną nazwę wsadzić, niekoniecznie polską. Temat akcyzy, ilości ( "żaden browar nie wyprodukuje nam 1 hekto" a już tym bardziej nie pozwoli nam się bawić swoimi zabawkami) oraz "przyjemności tworzenia" jest niezależny obojętnie czy mówimy o BSK czy o dzielnicy Praha XI (zresztą ten ostatni przykład to wpominana przeze mnie najmniejsza warka kontraktowa jaką znam - oraz dowód na to, że nawet w takim przypadku "przyjęcie zlecenia" nie oznacza "wpuszczenia innych dzieci do własnej piaskownicy, aby tez mogły się pobawić". Niestety...)

wyraźnie zmienny
17 Wyślij
18.10.2007 22:57

Ilość wody na pewno o połowę, energię pewnie też, ale z powierzchnią to nie wiem. Przy 100 litrach są już instalacje dość mocno zblokowane i mało zajmujące miejsce - 20-30 m kw.
W swoich ostatnich zakupowych poczynaniach też staram się usprawnić cały proces produkcji i dochodzę do tego samego wniosku co ty, że fajnie byłoby mieć taką miniaturę browaru o większym wybiciu niż obecnie (u mnie 50 litrów). Wspólne warzenia mamy juz za sobą a problemy te same - gdybyśmy taką instalację mieli musiałaby gdzieś "stać" i dobra wola tej osoby oraz jej czas jest tutaj kluczowa. Ostatnio zauważyłem, że z tym jest największy problem.

19.10.2007 23:38

Widzę do czego powolutku zmierza ten temat i powiem krótko: nie w naszej piwnicy :P

20.10.2007 00:51

Chyba za bardzo poszliscie w szczegoly. Teraz juz sam nie wiem czy takie cos sie oplaca czy nie. Nawet nie wiem czy Slobodan mieszka wystarczajaco blisko zeby to mialo sens.

20.10.2007 12:15

Powtórzę się, żabciu, specjalnie dla Ciebie: Jesteśmy na etapie rozważań teoretyczno-akademickich. Proszę się specjalnie na nic nie napalać ;)

jeszcze

@e-prezes: tak sobie myślę i myślę, i dochodzę do wniosku, że ja po prostu wierzę w możliwość zorganizowania tego pod kątem dobrej współpracy ludzi bo skoro w Kraku udało mi się zebrać do wspólnej walki przeciwko developerowi i narzuconemu zarządcy ponad setkę ludzi we Wspólnocie Mieszkaniowej to miałoby mi się nie udać zebrać czwórki ludzi do wspólnoty Browaniczej? ;)

wyraźnie zmienny
17 Wyślij
20.10.2007 18:03

Ależ ja ci nie bronię... Nie byłem pewien co chcesz osiągnąć. Zresztą ja nie widzę zbieżności.

20.10.2007 18:28

Chwilowo to chce osiągnąć jedno - wykończyć to cholerne mieszkanie, dopilnować wykończenia budynku, piwnic i przejść z "plastikową produkcją" na nowe miejsce pobytu... A później - zacznę myśleć o czymkolwiek większym. Poza tym - muszę jeszcze wiele poćwiczyć...

21.10.2007 22:33

czyli wszyscy uzytkownicy piweczka w promieniu 100 kilometrow zaproszeni sa na parapetowke? :D

21.10.2007 23:49

Aż tak wielkiego mieszkania nie kupiliśmy. Chyba, że zrobimy to w ratach ;)

22.10.2007 13:14

Warto przeczytać zanim się rzucicie na minibrowar www.minibrowary.pl/node/852 Cena samej legalizacji i dokumentów to kwoty o których piszecie.

23.10.2007 16:20

Same klody pod nogi. Jednym slowem i tak by sie to nie oplacalo na handel. Pozostaje wlasny uzytek.

23.10.2007 18:31

W żadnym razie nie miało to nikogo zniechęcić "Żabol". Tylko uświadomić powagę problemu. Są ludzie, którzy przeprowadzą za rękę przez ten gąszcz.

wyraźnie zmienny
17 Wyślij
11.11.2007 16:29

Jak przeglądam sobie takie stronki jak ta malutkiego belgijskiego browaru (bez jakichś specjalnych tradycji i klasztornych odwołań: http://users.skynet.be/fa073688/1er_brassin.htm) to dziwię się dlaczego u nas tak się nie da?!

Dodaj komentarz

Funkcja dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.

Rejestracja